Loading Posts...

CIA aresztuje mężczyznę podejrzanego o planowanie ataku na Londyn. Agentka Alice Racine (Rapace), niegdyś as wywiadu, dziś odsunięta od czynnej służby, zostaje niespodziewanie wezwana na miejsce przesłuchania. Szybko odkrywa, że w szeregach CIA kryje się zdrajca. Rozpoczyna się pościg, którego stawką jest życie milionów ludzi i bezpieczeństwo kraju. Choć oficjalnie Alice to niebezpieczny zbieg, tylko ona może udaremnić śmiercionośny atak biologiczny na miasto. Wśród garstki osób, którym może zaufać, jest tajemniczy Jack Alcott (Bloom), który stanie z nią ramię w ramię w walce o Londyn.

Silna kobieta ściga się z czasem

Debiutująca w fabule producentka (przedtem wyprodukowała dobrze przyjęte dokumenty „Diameter of the Bomb”, 2005 oraz „Ochberg’s Orphans”, 2008), Georgina Townsley, już w 2006 roku wymarzyła sobie thriller w londyńskiej scenerii, z mocną kobietą w roli głównej. Długo poszukiwała odpowiedniego scenarzysty, przestudiowała mnóstwo tekstów. Wreszcie trafiła na idealnego jej zdaniem kandydata – Petera O’Briena, który zasłynął pracą przy cenionej grze komputerowej „Halo: Reach”. – Musiałam znaleźć scenarzystę, który napisałby główną rolę z myślą o kobiecie i który zrobiłby to naprawdę dobrze. Myślę, że Peter rozumie kobiety i potrafił w pełni oddać punkt widzenia bohaterki – stwierdziła producentka.

Townsley przyznała, że tworząc ten film, spełniała swe dziecięce marzenia: – Gdy byłam bardzo młoda, zaintrygował mnie świat szpiegów, tego, jak to działa, komu można ufać, a komu nie. Zwłaszcza zaś to, jak pozyskuje się informacje, jaki jest ich obieg. Razem z Peterem postanowiliśmy opowiedzieć naszą historię w dość tradycyjny sposób, zwracając baczną uwagę na logiczną fabułę i grę z oczekiwaniami widzów, a także na charaktery postaci oraz ich ewolucję – opowiadała.

Jestem wielbicielem tego rodzaju filmów – dodawał O’Brien. – Nad scenariuszem pracowaliśmy bardzo ciężko przez rok. Gdy skończyliśmy, spróbowaliśmy zainteresować tekstem Hollywood i został on tam naprawdę dobrze przyjęty. 

Wrażenie  scenarzysty potwierdził fakt, że tekst znalazł się w 2008 roku bardzo wysoko na tzw. „czarnej liście” najlepszych jeszcze niezrealizowanych scenariuszy. – To nas oczywiście ucieszyło, bo takie wyróżnienie bardzo zwraca uwagę producentów – mówił O’Brien. Jednak dalsza droga okazała się wyboista; gromadzenie środków było skomplikowane, parokrotnie produkcja miała już, już ruszać, ale ostateczny start nastąpił dopiero pod koniec 2014 roku. W końcu udało się pozyskać wsparcie słynnych amerykańskich producentów Lorenzo di Bonaventury i Erica Howsama (cykl „Transformers” „Wykolejony”, „Strzelec”, „RED”). – Zdecydowałam, że potrzebujemy silnego hollywoodzkiego producenta, ze znajomością i biegłością w szpiegowskim gatunku. Uważam, że Lorenzo spełnia te warunki, jest jednym z najlepszych w branży. Sporo nauczyłam się od Lorenzo, Ericka i Petera. Przyszłam przecież z dokumentu, a to zupełnie inny świat – komentowała producentka.

Howsam wspominał pierwszą lekturę scenariusza, osiem lat temu: – Wyjątkowa była zwłaszcza kobieca bohaterka, a samą historię opowiedziano z napięciem i wielkim szacunkiem dla detalu. Zdecydowaliśmy: wchodzimy w to. Myślę, że nadaliśmy filmowi wymiar, jakiego nie było w scenariuszu. Producent miał na myśli przede wszystkim zwiększony budżet i wielkie doświadczenie w realizacji kina akcji. Skoro możliwości realizacyjne znacząco się poszerzyły, dokonano pod tym kątem kolejnych przeróbek scenariusza.

Pełna akcji paranoja

Twórcy filmu twierdzili, że chcieli nawiązać do klasycznych dokonań gatunku: „Trzeciego człowieka” (1947) Carola Reeda, „Trzech dni Kondora” (1975) Sydneya Pollacka, czy cyklu o Jasonie Bournie. – Szpiegowskie thrillery to często coś więcej niż tylko historia o dobrym facecie i złych facetach – mówił di Bonaventura. – To rzecz o tym, że wierzysz w świat pozorów i odkrywasz swą pomyłkę, mylisz się też co do tego, komu możesz ufać. Takie thrillery wywodzą się, jak sądzę, z tradycji „Trzeciego człowieka”. Obecnie nie powstaje zbyt wiele tego typu filmów, chcieliśmy więc na nowo zaskoczyć publiczność.

Kiedy głównej bohaterce, Alice, udaje się „złamać” kuriera komórki terrorystycznej, staje się jasne, że istnieje realne zagrożenie atakiem biologicznym. Twórcy filmu ściśle współpracowali  z ekspertami od walki z terroryzmem. O’Brien konsultował scenariusz z funkcjonariuszem FBI z Los Angeles, pracującym w grupie zajmującej się zagrożeniem bronią masowej zagłady. – Opisywałem sytuację, która może się zdarzyć, choć bardzo byśmy tego nie chcieli – mówił scenarzysta. Korzystał także z pomocy agenta CIA, a także byłego członka formacji Navy Seals. Wszyscy trzej eksperci bardzo pomogli mu w partiach scenariusza dotyczących technik wywiadowczych. Di Bonaventura zauważył, że temat scenariusza niestety nie tylko się nie zdezaktualizował, lecz przeciwnie, nabrał prawdopodobieństwa. Wirus Marburg, o którym opowiada film, jest podobny do eboli, która niedawno, w 2014 roku, zebrała po raz kolejny śmiertelne żniwo w Afryce. – Okazało się, jak tragiczne mogą być skutki tego typu epidemii. To, że ktoś mógłby spowodować celowo podobną katastrofę, jest niestety całkiem realne – mówił scenarzysta. Howsam dodawał: – Gdy pracowaliśmy nad scenariuszem, rzeczywistość nas doganiała – zdarzyła się seria ataków terrorystycznych. Nie chodzi o to, by popadać w przerażenie. Chcemy wierzyć, że istnieją ludzie czujni, jak Alice, którzy są w stanie uchronić nas przed najgorszym.


Leave a Comment


Loading Posts...